Timbuktu- królowa pustyni
Są miejsca na świecie, które od zawsze będą wzbudzały zainteresowanie podróżników. Są także miejsca, które z upływem czasu nie są już tak ciekawe i wzbudzające ogromne zainteresowanie. Takim miejscem z pewnością jest Tibmbuku. Całkiem zdeklasowana, niegdysiejsza „królowa pustyni", aż po drugie ćwierćwiecze XIX w. obiekt westchnień niemal wszystkich europejskich geografów i podróżników, dziś żyjąca z dawno przebrzmiałej chwały. Podniecani średniowiecznymi opowieściami o zgromadzonych tam skarbach i starożytnych bibliotekach, w kierunku Timbuktu, przez pustynię od północy, wschodu i zachodu podróżowali rozmaici śmiałkowie. Paryskie Towarzystwo Geograficzne wyznaczyło nawet 10 tysięcy złotych franków nagrody dla tego, kto dotrze tam pierwszy Wielu jednak zaginęło bez śladu, toteż ustalić rzeczywisty prymat odkrycia dziś już nie sposób. Wiadomo, że w mieście w roku 1826 pojawił się wędrujący od strony Trypolisu w obecnej Libii brytyjski major, Aleksander Gordon Laing (1793-1826 r.). Wkrótce po opuszczeniu miasta został jednak zamordowany przez Tuaregów, gdy odmówił przejścia na islam. W Timbuktu bowiem od wieków lękano się i nie lubiano „niewiernych". Za rzeczywistego odkrywcę „królowej pustyni" uznaje się francuskiego podróżnika René Caillié, który nie tylko dotarł do Timbuktu, ale wrócił stamtąd i wszystko obszernie opisał w swojej pracy Dziennik podróży do Timbuktu i Djennć w Afryce Środkowej. Caillié był ze wszech miar postacią niezwykłą: syn piekarza - pijaka, potem sierota z nikłymi środkami do życia, od najmłodszych lat owładnięty pasją poznania Afryki. Zaciągał się jako majtek na rejsy afrykańskie; w końcu „żywy lub martwy" postanowił zdobyć nagrodę, ustanowioną za dotarcie do Timbuktu. W 1827 r., udając egipskiego jeńca, wracającego z francuskiej niewoli, w ciągu rocznej podróży zdołał osiągnąć swój cel. Szedł od wybrzeża gwinejskiego po północne krańce obecnego Wybrzeża Kości Słoniowej, a potem nad Niger do Djenné. Determinacja i pasja wzbudzają podziw i szacunek.
